Relacja z letniego obozu – Pogorzelica 2013

W dniach 1-10 lipca zawodnicy naszego klubu przebywali na corocznym letnim obozie szkoleniowo-wypoczynkowym. W tym roku Pogorzelica przywitała nas zachmurzonym niebem i przelotnymi opadami deszczu, jednak już od środowego poranka wypogodziło się i aż do ostatniego dnia pobytu mięliśmy piękne słońce i temperaturę powietrza sprzyjającą plażowaniu oraz kąpielom w morzu, które w tym roku było wyjątkowo ciepłe. Ale od początku. Wyjechaliśmy w poniedziałkowe południe pociągiem PKP Regio. Mimo że podróż trwała kilka godzin, minęła nam przyjemnie; między innymi pewnie dlatego, że wagon, którym jechaliśmy nie miał przedziałów (zobacz foto z podróży). Na miejsce dotarliśmy wieczorem, więc po kolacji i zameldowaniu się w pokojach, wszyscy udali się na odpoczynek. Rano, o godz. 7:45 rozległ się pierwszy w tym roku gwizdek na poranny rozruch. Po krótkim spacerze (dla młodszych) lub biegu (dla starszych) wszyscy udawali się na śniadanie. Po śniadaniu, wszystkie grupy spiesznie wracały ze stołówki, gdyż w umówionym miejscu czekał już Pan Grzegorz, który, jako BANKIER obozu dbał, abyśmy nie wydali od razu wszystkich przywiezionych pieniędzy, tylko każdego dnia wypłacał nam równą część, która musiała wystarczyć aż do dnia następnego. Potem następowała najmniej lubiana przez wszystkich KONTROLA CZYSTOŚCI w pokojach. Panie: Ania, Martyna i Karolina bezwzględnie przyglądały się naszym porządkom i poziomowi czystości podłogi oraz wystawiały noty (od 0 do 10 punktów). Początkowo nie było źle, ale w kolejnych dniach regularnie zwiększała się liczba osób zaliczających karne okrążenia biegiem wokół „wysepki” lub sprzątających ośrodek z drobnych papierowych nieczystości. O godz. 10:00 przychodził czas na trening. Korzystając z pięknej pogody wszystkie treningi odbywały się na plaży (zobacz foto z treningów), a niektóre w morzu (zobacz foto z treningów w wodzie). Był też czas na plażowanie (zobacz foto), czy budowanie zamków z piasku (zobacz foto). Po powrocie z plaży – tradycyjne rozdanie telefonów przez instruktorów i pół godziny na rozmowę z mamą i tatą. Niektórzy przypominali sobie wówczas, że nie ma ich tam razem z nami i zdarzało się że na obiad docierali z zapłakanymi oczkami, ale po zawsze pysznym obiedzie, a następnie godzinnej ciszy poobiedniej wszystko wracało do normy – o 16-ej, na zbiórce przed drugim treningiem wszyscy byli już uśmiechnięci i gotowi na kolejną porcję ćwiczeń oraz zabaw. Pełnię szczęścia osiągano wychodząc „do miasta” na lody i inne zakupy oraz na pobliski plac zabaw. Dzień kończył się oczywiście standardowo: kolacja, mycie i cisza nocna – dla młodszych o 21:30, dla starszych o 22:30. Ale to nie wszystko. Oprócz treningów, plażowania, kąpieli w morzu, wyjść do miasta, posiłków, sprzątania itp. braliśmy udział w licznych atrakcjach, jak np. wyjście do latarni morskiej w Niechorzu (zobacz foto), chrzest nowych adeptów karate (zobacz foto), pokaz magicznych sztuczek w wykonaniu iluzjonisty (zobacz foto), konkurs memory, czyli sprawdzian ze stanu naszej pamięci, ognisko (zobacz foto), dyskoteka, bieg patrolowy, rozgrywki w piłkę nożną, no i oczywiście zawody karate (zobacz foto) i egzaminy na kolejne stopnie KYU. W tym roku na obozie 3 naszych kolegów otrzymało stopień 3 KYU, czyli brązowy pas. Byli to: Borys Cegłowski, Dominik Rajczak i Oskar Wałęsa. Gratulujemy. Wszyscy uczestniczyliśmy też w plażowej sesji zdjęciowej karate, w której wykonano nam zdjęcia grupowe oraz indywidualne na tle morskich fal (zobacz foto). W przedostatni dzień, wieczorem odbył się końcowy apel, podczas którego wręczone zostały dyplomy i symboliczne nagrody za udział w obozowych konkursach (zobacz foto). W środę, od samego rana pakowaliśmy swoje walizki i po raz ostatni sprzątaliśmy w pokojach, po czym wsiedliśmy do autokarów, które zawiozły nas do Kołobrzegu na pociąg do Poznania. Myśleliśmy, że to już koniec przygód, gdy nagle pod Chodzieżą pociąg zatrzymał się w polu. Okazało się, że właśnie byliśmy uczestnikami wypadku kolejowego. Nikomu z uczestników obozu nic się nie stało. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem i z wielkim uznaniem przyglądaliśmy się z okien pociągu akcji ratunkowej prowadzonej przez strażaków, policjantów i ratowników medycznych, tych na ziemi oraz tych z helikoptera ratunkowego. Szczególnie serdecznie chcielibyśmy podziękować strażakom, którzy ochoczo i bardzo sprawnie pomogli naszej prawie 80-osobowej grupie przesiąść się na drugi pociąg do Poznania (zobacz foto). Na Dworzec Główny dotarliśmy z 3-godzinnym opóźnieniem, ale najważniejsze że cali i zdrowi, a niektórzy już pytali trenera Marka, kiedy można się zapisywać na obóz przyszłoroczny.